|











 |
| |
|
WSPOMNIENIA
(B.,
kolega ze studiów, Lilka, Nitager,
Maria Dora, Maria Kowalówka, Szary obywatel, Weronika, Walpurg,
Obywatel NN, Rafał i Tomek) |
|
Nitager: Pragmatyk był bohaterem |
|
Nie znałem go. W zasadzie tak mógłbym
określić naszą znajomość - po prostu jej
nie było. Wydawało mi się tylko, że go
znam. Myślałem, że jestem niesamowicie
mądrym człowiekiem i rozumiem wszystko i
wszystkich. I wydawało mi się, że
rozumiem również Pragmatyka. Jakże byłem
głupi...
Tak, piszę o sobie - bo nie zdołam pisać
o kimś, kogo nie znałem. Każdy z nas
jest lustrem, w którym odbija się świat.
Każdy z nas ocenia innych według
własnych kryteriów i siebie ustawia jako
punkt odniesienia. I każdy z nas sądzi,
że inni są tacy sami. A to bzdura.
Byłem pewien, że jest taki sam jak ja. A
ja w jego wieku miałem strasznego doła,
prawie depresję, z powodu... miłosnego
zawodu. Byłem gotów targnąć się na
własne życie. Tak, z TAKIEGO powodu! I
sądziłem, że on jest równie słaby jak
ja, a jego nieśmiałe wspominki o
kłopotach mają takie same źródło. I to
ja, człowiek, który o cierpieniu nie
wiedział nic, dawałem mu "dobre rady".
Szczere - to jedynie mam na swoje
usprawiedliwienie - ale zupełnie
nieprzydatne. Bo to on mógłby uczyć
mnie, jak znosi się cierpienie.
Prawdziwe cierpienie... Ale nigdy nie
dał mi poznać, że gadam bzdury. Na to
był zbyt subtelny.
Zwróciłem uwagę na jego blog, bo
rozśmieszył mnie tytuł. Kliknąłem.
Przeczytałem jeden wpis, potem drugi,
potem trzeci. I odkryłem, że wiele
poglądów mamy wspólnych - to było w
czasach, gdy Kaczyńscy rozrabiali na
całego i irytowało mnie to niepomiernie.
Nawiązałem z nim kontakt. Kontakt z
prośbą o rzucenie okiem na moje pierwsze
wpisy. Tak zaczęła się znajomość.
Znajomość, której nie było.
Jego posty ukazywały dojrzałego autora,
o skrystalizowanych poglądach, który
wie, co w życiu ważne. W mailach był
inny. Nie, nie zwierzał mi się nigdy ze
swoich kłopotów, a ja nie chciałem
ciągnąć go za język, sądząc, że jeśli
poczuje potrzebę, powie coś więcej i
wspólnie zastanowimy się, jak zaradzić.
Dałem mu tylko do zrozumienia, że
chętnie go wysłucham, ale on widać
ocenił mnie trafnie już od pierwszego
rzutu oka. Wiedział, że mu nie pomogę,
bo nie potrafię. Jego listy pokazywały
człowieka nieśmiałego i subtelnego -
czasami odnosiłem wrażenie, że
przeprasza mnie za swoją chorobę. A
przepraszał często - za to, że odpisuje
dopiero teraz, bo dopiero wrócił ze
szpitala.
Wiedziałem, że jest chory. Często
wspominał o wizytach w szpitalu, często
przerywał pisanie, bo właśnie udawał się
na jakąś terapię, czy badania. Ale nie
zdawałem sobie sprawy, że jest chory
nieuleczalnie. A powinienem to wyczytać
między wierszami. Przecież napisał, że
pewne rzeczy są nierozwiązywalne.
Sądziłem, że to tylko czarnowidztwo na
skutek kolejnego rozczarowania. A on po
prostu wiedział...
Samobójstwo to tchórzostwo - tak
twierdzą ci, którzy nigdy nie zaznali
cierpienia. Pragmatyk był bohaterem. Był
człowiekiem niezwykle silnym. Przy całym
swoim piekle codziennego życia potrafił
się uśmiechnąć i zażartować. Tylko
ciężar, który włożono mu na chorowite
ramiona, okazał się zbyt ciężki nawet
dla niego. Wielu z nas nie uniosłoby
nawet połowy...
Pragmatyk nauczył mnie czegoś bardzo
ważnego. Pokazał mi, jak należy znosić
ciosy przeciwnego losu. I jeszcze
czegoś: ten wstyd - tak, wstyd, który
czuję, gdy spojrzę na siebie i na swoje
postępowanie - to gorzkie, ale bezcenne
doświadczenie, które obnażyło mi moją
małość, wrodzony pesymizm i zwykłą
śmieszność mojego charakteru. Michale,
jestem Ci niezwykle wdzięczny za tę
naukę, ale wolałbym jej nigdy nie
dostać. Mój mikry charakter wkrótce
zapewne zemściłby się na mnie - ale ja
zasłużyłbym sobie na to. Ty nie
zasłużyłeś...
I jeszcze jedną naukę mi dał.
Zrewidowałem swoje poglądy na temat
znajomości. Życie nauczyło mnie swego
czasu, aby nie oczekiwać zbyt wiele od
ludzi. Pamiętam zawsze, że "to tylko
kolega z pracy", "tylko sąsiad", "tylko
blogowa znajomość". Nie można od sąsiada
wymagać, żeby w czasie choroby trzymał
nas za rękę - co najwyżej można go
poprosić, aby podlał kwiatki, gdy
wyjedziemy na urlop. A przecież nie
zawsze tak jest. Oczekując wiele,
otrzymujemy sporą dawkę rozczarowań.
Bolesnych rozczarowań. Ale to, co możemy
dzięki temu zyskać, może okazać się
bezcenne. Czy ktokolwiek z nas odmówiłby
Michałowi pomocy, gdyby tylko o nią
poprosił? Czasem trzeba tak niewiele -
po prostu wysłuchać. Potęga kryje się
nie na języku - język potrafi budować,
ale potrafi też niszczyć. Prawdziwa
potęga tkwi w uchu. Słuchać, słuchać,
słuchać - i dać mówiącemu do
zrozumienia, że słucha się go uważnie.
Być choć raz uważnie wysłuchanym - to
marzenie wielu ludzi. Ale umiejętność
słuchania nigdy nie była dobrą stroną
ludzkości. Nikt z nas nie wsłuchał się
wystarczająco mocno w głos Michała - i
nikt z nas nie zorientował się, że
Michał potrzebuje pomocy...
Pragmatyku, czuję się osamotniony.
Brakuje mi Ciebie. Ale nie ośmielę się
kwestionować wyboru człowieka tak
wielkiego jak Ty. Wiem, że jesteś blisko
nas. Chciałbym, abyś pozostał - ale
wiem, że musisz odejść. Ciężko mi to
mówić, ale jeśli musisz odejść,...
idź... Wiem, że wybierzesz słuszną
ścieżkę...
Nitager -
www.nitager.blog.onet.pl
|
| |
|
Grażyna - Szary obywatel: Zawsze
myślał o innych |
|
Kiedyś Michał powiedział mi w rozmowie
telefonicznej, że blog który pisze, to
jest to, co go podtrzymuje na duchu.
Mimo wielu obraźliwych komentarzy, jakie
były tam wpisywane, nie myślał o sobie,
a o tych, którzy go odwiedzają, aby nie
czuli się urażeni tekstami trolli, które
bardzo sobie go upodobały jako obiekt
wylewania swoich frustracji, zawsze
myślał o innych. Nigdy nawet chybaby nie
przypuszczał tego, ilu ludzi teraz myśli
o nim.
Grażyna - Szary
obywatel -
www.szary-obywatel.blog.onet.pl
|
| |
|
Maria-Dora: Jego duszę dręczyły
demony |
|
Nie miałam szczęścia poznać Michała
osobiście, a mimo stał mi się bliski.
Było w nim dużo ciepła, serdeczności,
subtelności. Gdyby chcieć znaleźć kogoś
typowego dla osób urodzonych pod znakiem
Wodnika, to Michał znakomicie by
pasował. Wrażliwy na świat i ludzi,
niemogący pogodzić się ze złem i
okrucieństwem. Z jednej strony
optymistycznie patrzący na świat, ale z
drugiej dotkliwie odczuwający wszelkie
zło. O dręczących go chorobach wspominał
tylko mimochodem, tak aby nie sprawić
przykrości swoim znajomym. Tak jak
innych Wodników, jego duszę też dręczyły
demony, i w końcu tak jak Virginia Woolf
czy James Dean przegrał z nimi. Na
zawsze pozostanie w mojej pamięci.
Maria Dora -
www.maria-dora.blog.onet.pl
|
| |
|
Weronika: Miałam nadzieję, że idziemy
ku dobremu |
|
Bloga Michała nie czytałam prawie wcale
bo mnie denerwował i można powiedzieć,
że mieliśmy różne zdania. Niemniej
poznałam go 2.5 roku temu kiedy chciał,
próbował studiować na PAT. Pożyczałam mu
notatki, których potem bardzo długo
szukałam - kiedy znalazłam, kontakt się
nie urwał. Otwarcie o jego chorobie
dowiedziałam się kilka miesięcy temu -
prosił mnie tylko, żebym nie pisała
maili, a jak chcę, to kontaktowała się
przez SMS-y. Intuicyjnie wyczuwałam
zapędy samobójcze, ale miałam wrażenie
że po kryzysie idziemy ku dobremu.
Weronika |
| |
|
Adam - Obywatel NN: Pragmatyku -
czekaj na nas w blogowej krainie |
|
Do braci blogerskiej dołączyłem pod
koniec września 2007 roku... Wtedy
zdobywałem pierwsze szlify... Oraz
przeglądałem pozostałe blogi w
kategorii polityka... Wśród nich był
ANTYKACZY.
Początkowo mnie przeraziła ta
nazwa... Pewnie jakiś frustrat -
członek jakiejś młodzieżówki...Tak
mi się wydawało... Gdyż blog - jego
nazwa była mocno polityczna z dawką
jadu... Tak trochę bez szacunku dla
obozu przeciwnego... Ale zacząłem
czytać blog Michała (o jego imieniu
dowiedziałem się po śmierci). Teksty
były czasami zaczepne,
kontrowersyjne lecz zawsze
dojrzałe... To mi się podobało w
jego pisaniu...
Czasami pisał bardzo zagadkowo...
Może styl nie zawsze był idealny,
mniej wyważony... no ale przecież to
był Jego blog zatem on miał prawo
pisać tak jak umiał i jak lubił...
Nawet jeśli były to teksty bez
"owijania w bawełnę"...
To co mnie odrzucało od jego bloga
to setki trolli... Obrażanie autora
bloga... Przyciągał nawiedzonych...
Dlatego może nigdy nie komentowałem
jego postów... I tak by się zagubił
w setce tych gburowatych komentarzy
od "obrońców moralności"... Chociaż
może z raz jeden czy dwa razy
skomentowałem jego post... Bo był
naprawdę rewelacyjny...
Nie znalem Michała tak normalnie...
poza jego blogiem... tym bardziej
szokiem była dla mnie informacja na
blogu Marii Dory... Pamiętam jak sam
wtedy do niego wysłałem maila,
korzystając z opcji "napisz do mnie"
by coś napisał na blogu, dał znak że
żyje bo chodzą głupie ploty... Sam
pamiętam, że jednego mojego kolegę
na czacie tez głupio uśmiercono...
ktoś zrobił mu bardzo głupi kawał...
Ale tu niestety był mail od
Rafała... potwierdzający tę smutną
wiadomość...
Pragmatyku - [*] czekaj na nas w
blogowej krainie tam w górze... i
czuwaj nad nami co byśmy żenujących
postów nie pisali ;-)
Adam - Obywatel NN
-
www.obywatel-nn.blog.onet.pl
|
| |
|
Rafał: Jego największym marzeniem
była miłość |
|
Michał był
wielkim altruistą; gdy zorientował się,
że ktoś z Jego znajomych potrzebuje
pomocy (w jakiejkolwiek formie), zawsze
był gotowy jej udzielić.
Nie miał
łatwego życia - był wcześniakiem, od
urodzenia cierpiał na rzadką chorobę
genetyczną o nazwie "dysplazja
ektodermalna anhydrotyczna" - była to
choroba nieuleczalna; składało się na
nią wiele różnych przypadłości - Michał
przez cały czas kursował po szpitalach,
klinikach, od jednego lekarza do
drugiego. Wiele razy spotkał się z
niechęcią, chamstwem ze strony personelu
medycznego. Praktycznie nikt nic nie
wiedział o tej chorobie - nawet
ordynator pewnego warszawskiego oddziału
endokrynologicznego. Michał też nie od
początku wiedział, co Mu dolega. Dopiero
kilka lat temu, przegrzebując swoją
starą dokumentację medyczną, dotarł do
nazwy choroby. Jedyne informacje, które
uzyskał kiedykolwiek na temat tej
choroby pochodziły z angielskich stron
medycznych, nad którymi niedawno
usiedliśmy i przetłumaczyliśmy.
Dysplazja objawia się niedoczynnością,
niedorozwojem bądź brakiem gruczołów.
Choroba odbiła się na wyglądzie Michała,
co Go przygnębiało; miał przez to
olbrzymie kompleksy.
Starał się
siebie "naprawić", "poprawić", biegając
od jednego lekarza do drugiego; miał
nadzieję, że jak tylko wydobrzeje,
zacznie fajne życie. Jego największym
marzeniem była miłość, było znalezienie
sobie kogoś, kto Go pokocha takim, jakim
był. Miał w sobie ogromny głód miłości,
był bardzo wrażliwy, łatwo się zapalał -
chciał, by Go ktoś przytulił z uczuciem,
pocałował; niestety miał olbrzymie
kłopoty ze znalezieniem sobie partnera.
Bardzo szybko się angażował w
znajomości, cierpiał. Był jednak na
zewnątrz zawsze optymistyczny, twardy;
jak opowiadał o swych problemach,
piekłach, przeżyciach, nie płakał, mówił
normalnym głosem. Przyznam, że nigdy nie
widziałem, żeby płakał, czy żeby był
załamany. Bardzo często miewał bezsenne
noce, podczas których uporczywie
rozmyślał o sobie, swym życiu.
Był gejem -
miał z tego powodu straszne problemy w
domu i na uczelni. Rodzina nie potrafiła
się z tym pogodzić, nie akceptowała
tego, musiał znosić złośliwości i
brutalność ze strony brata. Skarżył się
wiele razy na piekło, jakie ma w domu.
Na uczelni - Uniwersytecie Jagiellońskim
- nie udało mu się oddać pracy
magisterskiej, bo promotor co rusz
wymyślał jakieś powody, by ją odrzucić.
Michał sądził, że to przez jego gejostwo,
z którym się nie krył. Brał udział w
Marszu Krakowskim, podczas którego, jak
mówił, zobaczył Go bardzo bliski
współpracownik Jego promotora.
Wysyłał
nieprzerwanie podania i CV do różnych
firm związanych z mediami - chciał
desperacko wyrwać się z domu, rozpocząć
własne, samodzielne życie, znaleźć
pracę. Niestety nie udawało się. Chodził
na rozmowy kwalifikacyjne - ale nic z
tego nigdy nie było. Próbował wpychać
się na praktyki do różnych miejsc. Miał
niekończące się problemy ze zdrowiem -
naprawdę często nie mogliśmy wyjść z
podziwu, że tak dzielnie wszystko znosi,
że tak się trzyma i stara się być taki
optymistyczny. A planował wiele rzeczy.
Został
znaleziony w poniedziałek, wziął tonę
leków i popił je alkoholem. 9 lutego
miał mieć urodziny. Zostawił list
pożegnalny, w którym prosił, aby
powiadomić wszystkich, których miał w
kontaktach na swoich skrzynkach i
profilach. Prosił o wybaczenie i pisał,
że wybacza. Powtarzał w liście, że nie
życzy sobie katolickiego pogrzebu i że
JEST DUMNY Z BYCIA GEJEM.
I jeszcze
opowieść, jak go traktowano. Kiedyś
Michał wybrał się do krakowskiego
Collegium Medicum, aby skonsultować się
ze specjalistą odnośnie choroby
genetycznej, dysplazji ektodermalnej
anhydrotycznej, na którą cierpiał.
Myślał, że będą w stanie Mu pomóc, że
wyznaczą jakiś kierunek leczenia, dadzą
odpowiednie leki. Jak przyjechał, kazano
Mu dosyć długo czekać. W końcu
skierowano Go do pokoju i kazano czekać
na lekarkę. Lekarka pojawiła się. Ale ze
studentami. Bez pytania, nie
przeprowadzając z Michałem żadnego
wywiadu lekarskiego, popstrykała Mu
kilkanaście fotek, w różnych pozycjach.
Studenci nakarmili swoje oczy widokiem
chorego na nieuleczalną dysplazję. Po
czym bez słowa wszyscy wyszli z
gabinetu. Michał nie wyszedł, gdyż, jak
mówił, myślał, że lekarka zaraz wróci i
się Nim zajmie. Czekał i czekał. Bardzo
długo. W końcu do gabinetu weszła
pielęgniarka i Go zbeształa. Była
oburzona Jego obecnością. Wyprosiła Go
stamtąd. Udał się do okienka
rejestracyjnego. Tam dowiedział się, że
właściwie to nadaremno przyjechał, bo w
szpitalu nie ma odpowiedniego
lekarza/lekarki, który/a mogłaby/mógłby
się Nim zająć. Wręczono Mu ulotki,
świstki polecające Collegium Medicum i
odprawiono do domu.
Rafał |
| |
|
Tomek: Pragmatyk wyleczony |
|
pragmatyk
wyleczony
to był
łagodny dzień
nawet luty
ma w sobie czułość
pomyślałeś
*
jak mogłem
nie rozpoznać tego chłodu
tej
spalonej żarówki w przedpokoju
(a przecież
światło z łazienki
zerkało
podejrzliwie w stronę łóżka)
*
nie
przepraszaj
po takiej
chemicznej uczcie zakrapianej sangrią
należał ci
się odpoczynek
*
to ci
dopiero była sesja!
czułeś się
pewnie jak świeżo upieczony
model, jak
przyszła gwiazda policyjnych
akt
*
kiedy
kończyli lekową litanię
chłód tężał
już pod skórą
-- i kto tu
jest bardziej martwy?
myślałeś z
przekąsem
(nazajutrz
spojrzysz w lustro
zabawne,
pomyślisz, skąd ja znam
ten
cienisty odcień bieli)
*
więcej
stylu, facet
-- po co aż
4 listy?
wystarczyło
poprosić
pomógłbym
dobrać słowa
tak łatwo
ulec wszechwładzy banału:
nie
ratujcie
życie byle
jakie
kocham was
*
niewybaczalna, zaiste, jest niewinność
wiadra
niezastąpiona jest perfekcja mopa
Tomek |
| |
|
Krzysiek - Walpurg: Smutne oczy |
|
Mieliśmy się spotkać 1 marca
ubiegłego roku – szalenie cieszył
się, bo okazją miało być spotkanie z
Władysławem Bartoszewskim w
Krakowie. Ale w ostatniej chwili
odwołał swój przyjazd, bo czuł się
jeszcze źle po odbytej operacji.
Latem przeszedł już poważny kryzys,
ale nie mogłem się wtedy wyrwać, bo
miałem remont mieszkania. Dopiero
Grażyna (Szary obywatel) uświadomiła
mi, jak poważna to była sprawa.
Pewnie wiele osób tak ma, że
znajomych z internetu traktuje jako
mniej ważnych od tych z realnego
życia. Są takim "dodatkiem" do
życia. Tymczasem dla Michała
internetowe znajomości były
kluczowe. Ja zamilkłem w sieci bo
remontowałem mieszkanie - a Michał
przysłał mi rozpaczliwego maila z
pytaniem "dlaczego zerwałem naszą
znajomość". Wtedy dopiero do mnie
dotarło, jak bardzo ważne są dla
niego takie kontakty. Jesienią
ubiegłego roku zaczęliśmy się o
wiele częściej kontaktować. Pisał
pracę magisterską i próbował znaleźć
pracę, coraz częściej bywał też w
Krakowie, więc mieliśmy się w końcu
spotkać. Pewnie nie tylko moją
czujność uśpiło to, że w opisie na
gadu-gadu stale prosił o doradzenie
mu, jaki ma kupić laptop, jaką
komórkę i w jakiej sieci.
Ale już
rozmowa z nim zdradzała, że jest
źle. Nie chciał narzekać. Wszystko
musiałem z niego wyciągać a on i tak
zmieniał temat pytając co u mnie.
Trudno było go pocieszać, bo
wszystko kończył tym swoim uroczym "hehehe".
Wiem jak cieszył się, że Sylwestra
spędzi w Krakowie, że idzie na
rozmowę kwalifikacyjną, że czeka na
obronę pracy magisterskiej, że jak
Kraków mu nie wypali, to może
Warszawa, albo Londyn. A potem
kolejne pomysły i plany okazywały
się porażkami.
Kiedy ktoś popełnia samobójstwo,
odpowiedź, że „przerosły go
problemy” nie wystarczy. Samobójstwo
to wyrzut i oskarżenie pod adresem
wszystkich, którzy znali zmarłego.
Bo to albo oni zgotowali mu to nie
do wytrzymania piekło, albo nie
zrobili wszystkiego, co mogli, by mu
pomóc, albo byli zbyt obojętni i
zajęci własnymi sprawami, żeby
dostrzec problemy człowieka żyjącego
obok.
Żadna
śmierć tak bardzo mnie nie dotknęła,
jak odejście Michała. Nawet śmierć
mojego ojca. Bo inni umierają
zaznawszy w życiu trochę szczęścia i
miłości. Michał nawet tego nie miał.
Smutne oczy, którymi patrzy z
fotografii, jeszcze bardzo długo nie
pozwolą mi spokojnie zasnąć.
Krzysiek -
Walpurg -
www.walpurg.blog.onet.pl
|
| |
|
Maria Kowalówka: Pamiętam ogromny wysiłek
rodziców |
|
Z uwagą
przeczytałam wszystkie wpisy na stronie.
Jestem pod wrażeniem osób, które w ten
sposób pragnęły uczcić pamięć tragicznie
zmarłego kolegi. Nie mogę jednak zgodzić
się z wszystkimi zamieszczonymi tu
opiniami i sądami.
Znam
rodzinę zmarłego od wielu lat. Pamiętam
urodziny Michała i ogromny wysiłek
rodziców, by chronić go przed ciężką i
jak się później okazało nieuleczalną
chorobą. Towarzyszyłam przez wiele
miesięcy i lat cichej rozpaczy i
bezsilności Matki i Ojca, którzy nie
mogli, mimo podejmowanych wysiłków,
znaleźć sposobu, by pokonać zło.
Rodzice
Michała to najzacniejsi i najdzielniejsi
ludzie, którzy mimo rodzinnego dramatu
potrafili zachować pogodę ducha i wiarę
w sens podejmowanych działań. Nigdy z
ich ust nie słyszałam skargi, ani tym
bardziej pretensji pod adresem syna, że
ten nie spełnia ich oczekiwań. Wręcz
przeciwnie, dominowała troska, by jego
życie uczynić, jeżeli nie szczęśliwszym
to przynajmniej znośniejszym.
Oskarżanie
ich o śmierć dziecka i utwierdzanie w
nich poczucia winy, że coś zaniedbali
lub o czymś nie pomyśleli jest
nikczemnością. Nikt nikomu nie dał
moralnego prawa publicznego (bo
przecież na forum Internetu) wyrokowania
w tak bardzo delikatnej kwestii jak
śmierć bliskiej osoby.
Michał był
człowiekiem dorosłym, ponad miarę
utalentowanym i wrażliwym lecz ciężko
doświadczonym przez los. Dokonał
ostatecznego wyboru w momencie, gdy
uznał, że jego życie straciło sens.
Obwinianie kogokolwiek, czy szukanie
odpowiedzi na pytanie dlaczego tak się
stało, mija się z celem i niepotrzebnie
przysparza cierpienia tym, dla których
śmierć Michała jest tragedią
niewyobrażalną.
Współczująca w cierpieniu z Rodzicami i
bliskimi ś. p. Michała
Maria Kowalówka
|
| |
|
Lilka: Jego śmierć jest sygnałem, jak
wiele trzeba zmienić |
|
Nie znałam Michała osobiście. Poznaliśmy
się na forum GW. Łączyło nas
podobieństwo poglądów
politycznych, pragnienie zmian w Polsce.
Zaczęliśmy do siebie pisywać i Michał
poprosił o komentowanie Jego blogu. Imponowało
mi zaangażowanie polityczne Michała,
jego świeżość poglądów i optymizm. W
listach dyskutowaliśmy sytuację
polityczną w Polsce, tolerancję (a
raczej jej brak), przy czym Michał był
ciekaw jak jest w Szwecji, gdzie
mieszkam, co piszą o Polsce i jaki jest
stosunek do homoseksualistów. Chętnie mu
o tym opowiadałam. Podobało mu się, że w
Szwecji to "temat przerobiony".
Od czasu do czasu miedzy
wierszami wspominał, że to i owo w życiu
mu się nie układa, ale dodawał: "nie ma
o czym mówić". Ponieważ łatwiej zwierzać
się osobie postronnej zachęcałam Go do
zwierzeń. Michał nie lubił się jednak
skarżyć. Dopiero kiedy wylądował w
szpitalu po poprzedniej próbie
samobójstwa podał mi numer swojej
komórki. Rozmawialiśmy długo.
Dowiedziałam się wtedy bardzo wiele o
Jego wszystkich życiowych utarczkach, o
problemach ze zdrowiem, o obojętnym
stosunku lekarzy, o ich braku empatii, o
braku zrozumienia ze strony najbliższych
dla Jego orientacji seksualnej, wreszcie
o sercowych kłopotach Michała...
Rozmawialiśmy jeszcze parę razy.
Michał był pogodny i wydawało się, że
już porzucił wszelkie myśli
samobójcze. Na wszelki wypadek podałam
mu namiary mojego dobrego znajomego z
Budapesztu, bardzo zaangażowanego w ruch
gejowski. Wiem, że ze sobą
korespondowali. Mój kontakt z Michałem
stał się odtąd sporadyczny. Może zbyt
sporadyczny...? Ot, niewczesne wyrzuty
sumienia...
Jego śmierć jest według mnie sygnałem,
jak wiele jeszcze trzeba w polskim
społeczeństwie zmienić. Mam nadzieję, że
Michał nie umarł nadaremno. Że jego
odejście będzie znakiem ostrzegawczym
dla wszystkich, którzy nie
potrafią znieść inności. A Michał
przecież żądał tak niewiele. Chciał, tak
jak każdy człowiek, być kochany i
akceptowany. Widać, że żądał za wiele.
Cześć Jego pamięci!
Lilka |
| |
|
Tomek: Nasze piekło jeszcze przed
nami |
|
Kiedy cię poznaliśmy,
byłeś już daleko poza naszym zasięgiem.
Krążyłeś coraz szybciej po spirali
samozniszczenia i chyba nic mogło Cię
już wyrwać z tego zaklętego stanu.
Ludzi
odstręczał od Ciebie nie tylko nietypowy
wygląd i szereg dziwnych zachowań
wynikających z choroby. Wpijałeś się
neurotycznie, wampirycznie, w niemal
każdą nowo poznaną osobę. Błagałeś o
odrobinę czułości, żebrałeś o uczucie,
byłeś gotów posunąć się do gróźb i
emocjonalnego szantażu. Nic dziwnego, że
każdy przeciętny chłopak szybko urywał z
Tobą kontakt: zdrowe społeczeństwo ma
zdrowe odruchy. Ale Ty nie byłeś zdrowy,
nie umiałeś żyć wśród nas. Wytykaliśmy
Ci często niezdrowe przywiązywanie się
do każdej nowej znajomości, brak
wyczucia towarzyskiego, brak taktu. Ale
to wszystko nie miało dla Ciebie
znaczenia, dążyłeś do celu jak kula
wystrzelona z pistoletu, nie zważając na
tak miękką tkankę, jak zasady współżycia
społecznego.
Wyrzucaliśmy
Ci, że zawsze stawiasz się w pozycji
ofiary; tłumaczyliśmy, że musisz nauczyć
się myśleć o sobie inaczej. Nie
wiedzieliśmy jeszcze wtedy, że mówimy do
człowieka, który nie może nas słyszeć,
bo właściwie jest już martwy. Swoją
śmiercią udowodniłeś, że byłeś
zdecydowany pozostać ofiarą do końca.
Odrzuciłeś, bo czułeś się odrzucony. Co
osiągnąłeś w ten sposób, oprócz błogiego
spokoju śmierci? Być może chciałeś
wciągnąć nas do swojego piekła, bo
nieznośnie jest cierpieć w samotności.
Ale my – żywi, zdrowi, dobrze wychowani
– nie możemy się na to zgodzić. Nasze
piekło jest jeszcze przed nami.
Tomek |
| |
|
Kolega ze studiów: Profesor rozumiał
jego sytuację i mocno przeżył tę
tragedię |
|
Przez 5 lat studiowałem z Michałem.
Wiadomość o Jego śmierci mocno mnie
zaszokowała i była poważnym ciosem.
Nie wiem, czy mieliście okazję poznać
Michała osobiście, w każdym razie w
mojej pamięci pozostaje trochę inny
obraz Jego osoby, niż ten, który
prezentowany jest w internecie. Trudno
jednak pisać o słabościach ludzkich w
chwili takiej tragedii. Chciałbym jednak
sprostować pewne nieporozumienie
pojawiające się we wspomnieniach
przyjaciół Michała.
Przez 2 lata chodziliśmy razem na
seminarium i sprawa relacji z promotorem
przedstawia się w nieco odmiennym
świetle. Przede wszystkim profesor nie
wiedział o jego skłonnościach
homoseksualnych! Nikt z nas
nie wiedział, przynajmniej ci, z którymi
rozmawiałem. Osoby znające profesora
potwierdzą, że nie jest to typ
osobowości, który ocenia ludzi według
ich zapatrywań.
Trudno też mi powiedzieć, jakie Michał
miał poglądy. Po prostu nigdy ich nie
ujawniał w rozmowach w cztery oczy.
Właśnie z tego powodu wydawał nam się
człowiekiem, który nie ma sprecyzowanych
poglądów i przyjmuje taką postawę, jaką
Jego rozmówcy. Pod tym względem był
bardzo skryty. O blogu internetowym
również nie wiedziałem. Po fakcie
dopiero widać, jak bardzo był samotny.
Przez 2 lata seminarium Michał pojawił
się na zajęciach w sumie 6 razy, a jak
już przyszedł, to tylko po to, aby
zmienić temat pracy magisterskiej (który
nota bene sam wymyślił). Kiedy w
listopadzie 2006 r. rozmawiałem z
Michałem o studiach, przyznał, że
historia nigdy Go nie interesowała i że
popełnił błąd idąc na ten kierunek.
Powiedział wtedy, że pracę magisterską
pisze, byle mieć już to z głowy. 2
tygodnie przed terminem złożenia pracy
był dopiero po 1 rozdziale (a planował
ich 4 czy 5). Michał nie umiał
wyselekcjonować faktów ważnych od
nieistotnych. Zdarzało Mu się również
pisać nie na temat. A promotor był
wymagający i nie dopuszczał prac, które
mogły zostać ocenione negatywnie.
Promotor zawsze pytał o Michała, gdy był
nieobecny, a kiedy przebywał w szpitalu,
dowiadywał się o jego zdrowie. Rozumiał
Jego trudną sytuację i z tego powodu
pozwolił Mu na przedłużenie studiów. Co
więcej, profesor starał się wierzyć, że
nieobecność Michała spowodowana jest
Jego problemami zdrowotnymi, choć my
wiedzieliśmy, że nie zawsze tak było.
Sam Michał przyznał, że wybrał takiego
promotora, który jest życzliwy dla
studentów i nikogo nie skrzywdzi (Jego
słowa!). Wśród studentów profesor
właśnie za takiego człowieka uchodzi.
Nie potrafię powiedzieć
nic o sytuacji rodzinnej Pirogów.
Natomiast jeżeli problemy ze studiami
miały jakikolwiek wpływ na to, co się
wydarzyło, to z całą pewnością
obarczanie promotora odpowiedzialnością
jest nietrafne, zwłaszcza że
profesor również mocno przeżył tę
tragedię.
Proszę tylko o bardziej uważne wyważenie
ocen, jakie wypowiada się w chwili
tęsknoty za tymi, którzy od nas
odchodzą. Sądzę, że uczczenie pamięci
kogoś, kto był nam bliski, polega nie na
wybielaniu Jego postaci, ale na
ukazywaniu Jego złożonej sytuacji
życiowej w możliwie pełny sposób. Przez
internet możemy poznać człowieka poprzez
jego słowa, w świecie rzeczywistym
widzimy głównie czyny. Jest takie
porzekadło, że o zmarłym należy mówić
pozytywnie albo wcale. Z drugiej strony
należy unikać tworzenia mitów tam, gdzie
fakty można łatwo zweryfikować.
Historia Michała to historia, która tak
na prawdę rozegrała się w jego wnętrzu.
Nie winiłbym otoczenia za to, co się
wydarzyło. Michał budził współczucie
chyba u większości studentów, ale swoją
postawą często też zrażał do siebie. Za
wszelką cenę chciał zdobyć akceptację,
ale równocześnie postępował niemoralnie.
Osoby, które Mu zaufały, często narażał
na stres. Jego zachowanie wskazywało na
upośledzenie w relacjach społecznych.
Ale najsmutniejsze, że takich, jak
Michał, było jeszcze w naszym otoczeniu
kilku.
Kolega ze studiów |
| |
|
B: Znałam Jego rodziców - jestem
pewna, że go kochali |
|
Nie znałam Michała, ale znam Jego
rodziców - dobrych i życzliwych ludzi.
Nie wiem, czy rzeczywiście Go odrzucili
- jestem pewna, że Go kochali. Może sami
nie umieli sobie z tym wszystkim
poradzić...
Łatwo jest ferować wyroki i obarczać
winą - nie chciałabym być ani na miejscu
Michała, ani na miejscu Jego rodziców -
wiejskie środowisko, eksponowane
stanowiska mamy i taty, ogólne
nastawienie „tolerancyjnego”
społeczeństwa, itp.
Byłam na pogrzebie i wcale nie czuje się
winna Jego śmierci - nie wiedziałam o
Jego woli, sama jestem matką i wierzę w
Boga - nie wiem, czy w takiej sytuacji
uszanowałabym życzenie dziecka w sprawie
pochówku...
Mam gmatwaninę myśli, lecz o jednym
jestem przekonana: młodość jest surowa w
wyrokach i to otwiera oczy starszym, ale
wiek dojrzały ma doświadczenie i na
własnej skórze odczuł, że nie wszystko
jest czarno-białe, co powinno młodości
dać czas na oddech przed wypowiedzeniem
o jedno słowo za dużo...
Michale! Po nocy przychodzi dzień, a po
burzy spokój...
Rodzice! Kochajcie Go nadal, On juz
wszystko rozumie...
B. |
| |
|
|
|