Michał Piróg (1982 - 2008)

 

Każda chwila to szansa, aby wszystko zmienić

(motto z bloga Michała)

 
WSPOMNIENIA (B., kolega ze studiów, Lilka, Nitager, Maria Dora, Maria Kowalówka, Szary obywatel, Weronika, Walpurg, Obywatel NN, Rafał i Tomek)
Nitager: Pragmatyk był bohaterem

Nie znałem go. W zasadzie tak mógłbym określić naszą znajomość - po prostu jej nie było. Wydawało mi się tylko, że go znam. Myślałem, że jestem niesamowicie mądrym człowiekiem i rozumiem wszystko i wszystkich. I wydawało mi się, że rozumiem również Pragmatyka. Jakże byłem głupi...

Tak, piszę o sobie - bo nie zdołam pisać o kimś, kogo nie znałem. Każdy z nas jest lustrem, w którym odbija się świat. Każdy z nas ocenia innych według własnych kryteriów i siebie ustawia jako punkt odniesienia. I każdy z nas sądzi, że inni są tacy sami. A to bzdura.

Byłem pewien, że jest taki sam jak ja. A ja w jego wieku miałem strasznego doła, prawie depresję, z powodu... miłosnego zawodu. Byłem gotów targnąć się na własne życie. Tak, z TAKIEGO powodu! I sądziłem, że on jest równie słaby jak ja, a jego nieśmiałe wspominki o kłopotach mają takie same źródło. I to ja, człowiek, który o cierpieniu nie wiedział nic, dawałem mu "dobre rady". Szczere - to jedynie mam na swoje usprawiedliwienie - ale zupełnie nieprzydatne. Bo to on mógłby uczyć mnie, jak znosi się cierpienie. Prawdziwe cierpienie... Ale nigdy nie dał mi poznać, że gadam bzdury. Na to był zbyt subtelny.

Zwróciłem uwagę na jego blog, bo rozśmieszył mnie tytuł. Kliknąłem. Przeczytałem jeden wpis, potem drugi, potem trzeci. I odkryłem, że wiele poglądów mamy wspólnych - to było w czasach, gdy Kaczyńscy rozrabiali na całego i irytowało mnie to niepomiernie. Nawiązałem z nim kontakt. Kontakt z prośbą o rzucenie okiem na moje pierwsze wpisy. Tak zaczęła się znajomość. Znajomość, której nie było.

Jego posty ukazywały dojrzałego autora, o skrystalizowanych poglądach, który wie, co w życiu ważne. W mailach był inny. Nie, nie zwierzał mi się nigdy ze swoich kłopotów, a ja nie chciałem ciągnąć go za język, sądząc, że jeśli poczuje potrzebę, powie coś więcej i wspólnie zastanowimy się, jak zaradzić. Dałem mu tylko do zrozumienia, że chętnie go wysłucham, ale on widać ocenił mnie trafnie już od pierwszego rzutu oka. Wiedział, że mu nie pomogę, bo nie potrafię. Jego listy pokazywały człowieka nieśmiałego i subtelnego - czasami odnosiłem wrażenie, że przeprasza mnie za swoją chorobę. A przepraszał często - za to, że odpisuje dopiero teraz, bo dopiero wrócił ze szpitala.

Wiedziałem, że jest chory. Często wspominał o wizytach w szpitalu, często przerywał pisanie, bo właśnie udawał się na jakąś terapię, czy badania. Ale nie zdawałem sobie sprawy, że jest chory nieuleczalnie. A powinienem to wyczytać między wierszami. Przecież napisał, że pewne rzeczy są nierozwiązywalne. Sądziłem, że to tylko czarnowidztwo na skutek kolejnego rozczarowania. A on po prostu wiedział...

Samobójstwo to tchórzostwo - tak twierdzą ci, którzy nigdy nie zaznali cierpienia. Pragmatyk był bohaterem. Był człowiekiem niezwykle silnym. Przy całym swoim piekle codziennego życia potrafił się uśmiechnąć i zażartować. Tylko ciężar, który włożono mu na chorowite ramiona, okazał się zbyt ciężki nawet dla niego. Wielu z nas nie uniosłoby nawet połowy...

Pragmatyk nauczył mnie czegoś bardzo ważnego. Pokazał mi, jak należy znosić ciosy przeciwnego losu. I jeszcze czegoś: ten wstyd - tak, wstyd, który czuję, gdy spojrzę na siebie i na swoje postępowanie - to gorzkie, ale bezcenne doświadczenie, które obnażyło mi moją małość, wrodzony pesymizm i zwykłą śmieszność mojego charakteru. Michale, jestem Ci niezwykle wdzięczny za tę naukę, ale wolałbym jej nigdy nie dostać. Mój mikry charakter wkrótce zapewne zemściłby się na mnie - ale ja zasłużyłbym sobie na to. Ty nie zasłużyłeś...

I jeszcze jedną naukę mi dał. Zrewidowałem swoje poglądy na temat znajomości. Życie nauczyło mnie swego czasu, aby nie oczekiwać zbyt wiele od ludzi. Pamiętam zawsze, że "to tylko kolega z pracy", "tylko sąsiad", "tylko blogowa znajomość". Nie można od sąsiada wymagać, żeby w czasie choroby trzymał nas za rękę - co najwyżej można go poprosić, aby podlał kwiatki, gdy wyjedziemy na urlop. A przecież nie zawsze tak jest. Oczekując wiele, otrzymujemy sporą dawkę rozczarowań. Bolesnych rozczarowań. Ale to, co możemy dzięki temu zyskać, może okazać się bezcenne. Czy ktokolwiek z nas odmówiłby Michałowi pomocy, gdyby tylko o nią poprosił? Czasem trzeba tak niewiele - po prostu wysłuchać. Potęga kryje się nie na języku - język potrafi budować, ale potrafi też niszczyć. Prawdziwa potęga tkwi w uchu. Słuchać, słuchać, słuchać - i dać mówiącemu do zrozumienia, że słucha się go uważnie. Być choć raz uważnie wysłuchanym - to marzenie wielu ludzi. Ale umiejętność słuchania nigdy nie była dobrą stroną ludzkości. Nikt z nas nie wsłuchał się wystarczająco mocno w głos Michała - i nikt z nas nie zorientował się, że Michał potrzebuje pomocy...

Pragmatyku, czuję się osamotniony. Brakuje mi Ciebie. Ale nie ośmielę się kwestionować wyboru człowieka tak wielkiego jak Ty. Wiem, że jesteś blisko nas. Chciałbym, abyś pozostał - ale wiem, że musisz odejść. Ciężko mi to mówić, ale jeśli musisz odejść,... idź... Wiem, że wybierzesz słuszną ścieżkę...

Nitager - www.nitager.blog.onet.pl

 
Grażyna - Szary obywatel: Zawsze myślał o innych

Kiedyś Michał powiedział mi w rozmowie telefonicznej, że blog który pisze, to jest to, co go podtrzymuje na duchu. Mimo wielu obraźliwych komentarzy, jakie były tam wpisywane, nie myślał o sobie, a o tych, którzy go odwiedzają, aby nie czuli się urażeni tekstami trolli, które bardzo sobie go upodobały jako obiekt wylewania swoich frustracji, zawsze myślał o innych. Nigdy nawet chybaby nie przypuszczał tego, ilu ludzi teraz myśli o nim.

Grażyna - Szary obywatel - www.szary-obywatel.blog.onet.pl

 
Maria-Dora: Jego duszę dręczyły demony

Nie miałam szczęścia poznać Michała osobiście, a mimo stał mi się bliski. Było w nim dużo ciepła, serdeczności, subtelności. Gdyby chcieć znaleźć kogoś typowego dla osób urodzonych pod znakiem Wodnika, to Michał znakomicie by pasował. Wrażliwy na świat i ludzi, niemogący pogodzić się ze złem i
okrucieństwem. Z jednej strony optymistycznie patrzący na świat, ale z drugiej dotkliwie odczuwający wszelkie zło. O dręczących go chorobach wspominał tylko mimochodem, tak aby nie sprawić przykrości swoim znajomym. Tak jak innych Wodników, jego duszę też dręczyły demony, i w końcu tak jak Virginia Woolf czy James Dean przegrał z nimi. Na zawsze pozostanie w mojej pamięci.
Maria Dora - www.maria-dora.blog.onet.pl

 

 
Weronika: Miałam nadzieję, że idziemy ku dobremu

Bloga Michała nie czytałam prawie wcale bo mnie denerwował i można powiedzieć, że mieliśmy różne zdania. Niemniej poznałam go 2.5 roku temu kiedy chciał, próbował studiować na PAT. Pożyczałam mu notatki, których potem bardzo długo szukałam - kiedy znalazłam, kontakt się nie urwał. Otwarcie o jego chorobie dowiedziałam się kilka miesięcy temu - prosił mnie tylko, żebym nie pisała maili, a jak chcę, to kontaktowała się przez SMS-y. Intuicyjnie wyczuwałam zapędy samobójcze, ale miałam wrażenie że po kryzysie idziemy ku dobremu.

Weronika

 
Adam - Obywatel NN: Pragmatyku - czekaj na nas w blogowej krainie
Do braci blogerskiej dołączyłem pod koniec września 2007 roku... Wtedy zdobywałem pierwsze szlify... Oraz przeglądałem pozostałe blogi w kategorii polityka... Wśród nich był ANTYKACZY.
Początkowo mnie przeraziła ta nazwa... Pewnie jakiś frustrat - członek jakiejś młodzieżówki...Tak mi się wydawało... Gdyż blog - jego nazwa była mocno polityczna z dawką jadu... Tak trochę bez szacunku dla obozu przeciwnego... Ale zacząłem czytać blog Michała (o jego imieniu dowiedziałem się po śmierci). Teksty były czasami zaczepne, kontrowersyjne lecz zawsze dojrzałe... To mi się podobało w jego pisaniu...
Czasami pisał bardzo zagadkowo... Może styl nie zawsze był idealny, mniej wyważony... no ale przecież to był Jego blog zatem on miał prawo pisać tak jak umiał i jak lubił... Nawet jeśli były to teksty bez "owijania w bawełnę"...
To co mnie odrzucało od jego bloga to setki trolli... Obrażanie autora bloga... Przyciągał nawiedzonych... Dlatego może nigdy nie komentowałem jego postów... I tak by się zagubił w setce tych gburowatych komentarzy od "obrońców moralności"... Chociaż może z raz jeden czy dwa razy skomentowałem jego post... Bo był naprawdę rewelacyjny...

Nie znalem Michała tak normalnie... poza jego blogiem... tym bardziej szokiem była dla mnie informacja na blogu Marii Dory... Pamiętam jak sam wtedy do niego wysłałem maila, korzystając z opcji "napisz do mnie" by coś napisał na blogu, dał znak że żyje bo chodzą głupie ploty... Sam pamiętam, że jednego mojego kolegę na czacie tez głupio uśmiercono... ktoś zrobił mu bardzo głupi kawał... Ale tu niestety był mail od Rafała... potwierdzający tę smutną wiadomość...

Pragmatyku - [*] czekaj na nas w blogowej krainie tam w górze... i czuwaj nad nami co byśmy żenujących postów nie pisali ;-)

Adam - Obywatel NN - www.obywatel-nn.blog.onet.pl

 
Rafał: Jego największym marzeniem była miłość
Michał był wielkim altruistą; gdy zorientował się, że ktoś z Jego znajomych potrzebuje pomocy (w jakiejkolwiek formie), zawsze był gotowy jej udzielić.

Nie miał łatwego życia - był wcześniakiem, od urodzenia cierpiał na rzadką chorobę genetyczną o nazwie "dysplazja ektodermalna anhydrotyczna" - była to choroba nieuleczalna; składało się na nią wiele różnych przypadłości - Michał przez cały czas kursował po szpitalach, klinikach, od jednego lekarza do drugiego. Wiele razy spotkał się z niechęcią, chamstwem ze strony personelu medycznego. Praktycznie nikt nic nie wiedział o tej chorobie - nawet ordynator pewnego warszawskiego oddziału endokrynologicznego. Michał też nie od początku wiedział, co Mu dolega. Dopiero kilka lat temu, przegrzebując swoją starą dokumentację medyczną, dotarł do nazwy choroby. Jedyne informacje, które uzyskał kiedykolwiek na temat tej choroby pochodziły z angielskich stron medycznych, nad którymi niedawno usiedliśmy i przetłumaczyliśmy. Dysplazja objawia się niedoczynnością, niedorozwojem bądź brakiem gruczołów. Choroba odbiła się na wyglądzie Michała, co Go przygnębiało; miał przez to olbrzymie kompleksy.

Starał się siebie "naprawić", "poprawić", biegając od jednego lekarza do drugiego; miał nadzieję, że jak tylko wydobrzeje, zacznie fajne życie. Jego największym marzeniem była miłość, było znalezienie sobie kogoś, kto Go pokocha takim, jakim był. Miał w sobie ogromny głód miłości, był bardzo wrażliwy, łatwo się zapalał - chciał, by Go ktoś przytulił z uczuciem, pocałował; niestety miał olbrzymie kłopoty ze znalezieniem sobie partnera. Bardzo szybko się angażował w znajomości, cierpiał. Był jednak na zewnątrz zawsze optymistyczny, twardy; jak opowiadał o swych problemach, piekłach, przeżyciach, nie płakał, mówił normalnym głosem. Przyznam, że nigdy nie widziałem, żeby płakał, czy żeby był załamany. Bardzo często miewał bezsenne noce, podczas których uporczywie rozmyślał o sobie, swym życiu.

Był gejem - miał z tego powodu straszne problemy w domu i na uczelni. Rodzina nie potrafiła się z tym pogodzić, nie akceptowała tego, musiał znosić złośliwości i brutalność ze strony brata. Skarżył się wiele razy na piekło, jakie ma w domu. Na uczelni - Uniwersytecie Jagiellońskim - nie udało mu się oddać pracy magisterskiej, bo promotor co rusz wymyślał jakieś powody, by ją odrzucić. Michał sądził, że to przez jego gejostwo, z którym się nie krył. Brał udział w Marszu Krakowskim, podczas którego, jak mówił, zobaczył Go bardzo bliski współpracownik Jego promotora.

Wysyłał nieprzerwanie podania i CV do różnych firm związanych z mediami - chciał desperacko wyrwać się z domu, rozpocząć własne, samodzielne życie, znaleźć pracę. Niestety nie udawało się. Chodził na rozmowy kwalifikacyjne - ale nic z tego nigdy nie było. Próbował wpychać się na praktyki do różnych miejsc. Miał niekończące się problemy ze zdrowiem - naprawdę często nie mogliśmy wyjść z podziwu, że tak dzielnie wszystko znosi, że tak się trzyma i stara się być taki optymistyczny. A planował wiele rzeczy.

Został znaleziony w poniedziałek, wziął tonę leków i popił je alkoholem. 9 lutego miał mieć urodziny. Zostawił list pożegnalny, w którym prosił, aby powiadomić wszystkich, których miał w kontaktach na swoich skrzynkach i profilach. Prosił o wybaczenie i pisał, że wybacza. Powtarzał w liście, że nie życzy sobie katolickiego pogrzebu i że JEST DUMNY Z BYCIA GEJEM.

I jeszcze opowieść, jak go traktowano. Kiedyś Michał wybrał się do krakowskiego Collegium Medicum, aby skonsultować się ze specjalistą odnośnie choroby genetycznej, dysplazji ektodermalnej anhydrotycznej, na którą cierpiał. Myślał, że będą w stanie Mu pomóc, że wyznaczą jakiś kierunek leczenia, dadzą odpowiednie leki. Jak przyjechał, kazano Mu dosyć długo czekać. W końcu skierowano Go do pokoju i kazano czekać na lekarkę. Lekarka pojawiła się. Ale ze studentami. Bez pytania, nie przeprowadzając z Michałem żadnego wywiadu lekarskiego, popstrykała Mu kilkanaście fotek, w różnych pozycjach. Studenci nakarmili swoje oczy widokiem chorego na nieuleczalną dysplazję. Po czym bez słowa wszyscy wyszli z gabinetu. Michał nie wyszedł, gdyż, jak mówił, myślał, że lekarka zaraz wróci i się Nim zajmie. Czekał i czekał. Bardzo długo. W końcu do gabinetu weszła pielęgniarka i Go zbeształa. Była oburzona Jego obecnością. Wyprosiła Go stamtąd. Udał się do okienka rejestracyjnego. Tam dowiedział się, że właściwie to nadaremno przyjechał, bo w szpitalu nie ma odpowiedniego lekarza/lekarki, który/a mogłaby/mógłby się Nim zająć. Wręczono Mu ulotki, świstki polecające Collegium Medicum i odprawiono do domu.
Rafał

 
Tomek: Pragmatyk wyleczony

pragmatyk wyleczony

 

to był łagodny dzień

nawet luty ma w sobie czułość

pomyślałeś

 

*

jak mogłem nie rozpoznać tego chłodu

tej spalonej żarówki w przedpokoju

 

(a przecież światło z łazienki

zerkało podejrzliwie w stronę łóżka)

 

*

nie przepraszaj

po takiej chemicznej uczcie zakrapianej sangrią

należał ci się odpoczynek

 

*

to ci dopiero była sesja!

czułeś się pewnie jak świeżo upieczony

model, jak przyszła gwiazda policyjnych

akt

 

*

kiedy kończyli lekową litanię

chłód tężał już pod skórą

-- i kto tu jest bardziej martwy?

myślałeś z przekąsem

 

(nazajutrz spojrzysz w lustro

zabawne, pomyślisz, skąd ja znam

ten cienisty odcień bieli)

 

*

więcej stylu, facet

-- po co aż 4 listy?

wystarczyło poprosić

pomógłbym dobrać słowa

 

tak łatwo ulec wszechwładzy banału:

nie ratujcie

życie byle jakie 

kocham was

 

*

niewybaczalna, zaiste, jest niewinność wiadra  

niezastąpiona jest perfekcja mopa

Tomek

 
Krzysiek - Walpurg: Smutne oczy
Mieliśmy się spotkać 1 marca ubiegłego roku – szalenie cieszył się, bo okazją miało być spotkanie z Władysławem Bartoszewskim w Krakowie. Ale w ostatniej chwili odwołał swój przyjazd, bo czuł się jeszcze źle po odbytej operacji. Latem przeszedł już poważny kryzys, ale nie mogłem się wtedy wyrwać, bo miałem remont mieszkania. Dopiero Grażyna (Szary obywatel) uświadomiła mi, jak poważna to była sprawa. Pewnie wiele osób tak ma, że znajomych z internetu traktuje jako mniej ważnych od tych z realnego życia. Są takim "dodatkiem" do życia. Tymczasem dla Michała internetowe znajomości były kluczowe. Ja zamilkłem w sieci bo remontowałem mieszkanie - a Michał przysłał mi rozpaczliwego maila z pytaniem "dlaczego zerwałem naszą znajomość". Wtedy dopiero do mnie dotarło, jak bardzo ważne są dla niego takie kontakty. Jesienią ubiegłego roku zaczęliśmy się o wiele częściej kontaktować. Pisał pracę magisterską i próbował znaleźć pracę, coraz częściej bywał też w Krakowie, więc mieliśmy się w końcu spotkać. Pewnie nie tylko moją czujność uśpiło to, że w opisie na gadu-gadu stale prosił o doradzenie mu, jaki ma kupić laptop, jaką komórkę i w jakiej sieci.
 
Ale już rozmowa z nim zdradzała, że jest źle. Nie chciał narzekać. Wszystko musiałem z niego wyciągać a on i tak zmieniał temat pytając co u mnie. Trudno było go pocieszać, bo wszystko kończył tym swoim uroczym "hehehe". Wiem jak cieszył się, że Sylwestra spędzi w Krakowie, że idzie na rozmowę kwalifikacyjną, że czeka na obronę pracy magisterskiej, że jak Kraków mu nie wypali, to może Warszawa, albo Londyn. A potem kolejne pomysły i plany okazywały się porażkami.
 
Kiedy ktoś popełnia samobójstwo, odpowiedź, że „przerosły go problemy” nie wystarczy. Samobójstwo to wyrzut i oskarżenie pod adresem wszystkich, którzy znali zmarłego. Bo to albo oni zgotowali mu to nie do wytrzymania piekło, albo nie zrobili wszystkiego, co mogli, by mu pomóc, albo byli zbyt obojętni i zajęci własnymi sprawami, żeby dostrzec problemy człowieka żyjącego obok.

 

Żadna śmierć tak bardzo mnie nie dotknęła, jak odejście Michała. Nawet śmierć mojego ojca. Bo inni umierają zaznawszy w życiu trochę szczęścia i miłości. Michał nawet tego nie miał. Smutne oczy, którymi patrzy z fotografii, jeszcze bardzo długo nie pozwolą mi spokojnie zasnąć.

 

Krzysiek - Walpurg - www.walpurg.blog.onet.pl

 
Maria Kowalówka: Pamiętam ogromny wysiłek rodziców

Z uwagą przeczytałam wszystkie wpisy na stronie. Jestem pod wrażeniem osób, które w ten sposób pragnęły uczcić pamięć tragicznie zmarłego kolegi. Nie mogę jednak zgodzić się z wszystkimi zamieszczonymi tu opiniami i sądami.

 

Znam rodzinę zmarłego od wielu lat. Pamiętam urodziny Michała i ogromny wysiłek rodziców, by chronić go przed ciężką i jak się później okazało nieuleczalną chorobą. Towarzyszyłam przez wiele miesięcy i lat cichej rozpaczy i bezsilności Matki i Ojca, którzy nie mogli, mimo podejmowanych wysiłków, znaleźć sposobu, by pokonać zło.

 

Rodzice Michała to najzacniejsi i najdzielniejsi ludzie, którzy mimo rodzinnego dramatu potrafili zachować pogodę ducha i wiarę w sens podejmowanych działań. Nigdy z ich ust nie słyszałam skargi, ani tym bardziej pretensji pod adresem syna, że ten nie spełnia ich oczekiwań. Wręcz przeciwnie, dominowała troska, by jego życie uczynić, jeżeli nie szczęśliwszym to przynajmniej znośniejszym.

 

Oskarżanie ich o śmierć dziecka i utwierdzanie w nich poczucia winy, że coś zaniedbali lub o czymś nie pomyśleli jest nikczemnością. Nikt nikomu nie dał moralnego prawa  publicznego (bo przecież na forum Internetu) wyrokowania w tak bardzo delikatnej kwestii jak śmierć bliskiej osoby.

 

Michał był człowiekiem dorosłym, ponad miarę utalentowanym i wrażliwym lecz ciężko doświadczonym przez los. Dokonał ostatecznego wyboru w momencie, gdy uznał, że jego życie straciło sens. Obwinianie kogokolwiek, czy szukanie odpowiedzi na pytanie dlaczego tak się stało, mija się z celem i niepotrzebnie przysparza cierpienia tym, dla których śmierć Michała jest tragedią niewyobrażalną.

 

Współczująca w cierpieniu z Rodzicami i bliskimi ś. p. Michała

Maria Kowalówka

 
Lilka: Jego śmierć jest sygnałem, jak wiele trzeba zmienić
Nie znałam Michała osobiście. Poznaliśmy się na forum GW. Łączyło nas podobieństwo poglądów politycznych, pragnienie zmian w Polsce. Zaczęliśmy do siebie pisywać i Michał poprosił o komentowanie Jego blogu. Imponowało mi zaangażowanie polityczne Michała, jego świeżość poglądów i optymizm. W listach dyskutowaliśmy sytuację polityczną w Polsce, tolerancję (a raczej jej brak), przy czym Michał był ciekaw jak jest w Szwecji, gdzie mieszkam, co piszą o Polsce i jaki jest stosunek do homoseksualistów. Chętnie mu o tym opowiadałam. Podobało mu się, że w Szwecji to "temat przerobiony".   

Od czasu do czasu miedzy wierszami wspominał, że to i owo w życiu mu się nie układa, ale dodawał: "nie ma o czym mówić". Ponieważ łatwiej zwierzać się osobie postronnej zachęcałam Go do zwierzeń. Michał nie lubił się jednak skarżyć. Dopiero kiedy wylądował w szpitalu po poprzedniej próbie samobójstwa podał mi numer swojej komórki. Rozmawialiśmy długo. Dowiedziałam się wtedy bardzo wiele o Jego wszystkich życiowych utarczkach, o problemach ze zdrowiem, o obojętnym stosunku lekarzy, o ich braku empatii, o braku zrozumienia ze strony najbliższych dla Jego orientacji seksualnej, wreszcie o sercowych kłopotach Michała...

Rozmawialiśmy jeszcze parę razy. Michał był pogodny i wydawało się, że już porzucił wszelkie myśli samobójcze. Na wszelki wypadek podałam mu namiary mojego dobrego znajomego z Budapesztu, bardzo zaangażowanego w ruch gejowski. Wiem, że ze sobą korespondowali. Mój kontakt z Michałem stał się odtąd sporadyczny. Może zbyt sporadyczny...? Ot, niewczesne wyrzuty sumienia...

Jego śmierć jest według mnie sygnałem, jak wiele jeszcze trzeba w polskim społeczeństwie zmienić. Mam nadzieję, że Michał nie umarł nadaremno. Że jego odejście będzie znakiem ostrzegawczym dla wszystkich, którzy nie potrafią znieść inności. A Michał przecież żądał tak niewiele. Chciał, tak jak każdy człowiek, być kochany i akceptowany. Widać, że żądał za wiele. Cześć Jego pamięci!
 
Lilka

 
Tomek: Nasze piekło jeszcze przed nami

Kiedy cię poznaliśmy, byłeś już daleko poza naszym zasięgiem. Krążyłeś coraz szybciej po spirali samozniszczenia i chyba nic mogło Cię już wyrwać z tego zaklętego stanu.

 Ludzi odstręczał od Ciebie nie tylko nietypowy wygląd i szereg dziwnych zachowań wynikających z choroby. Wpijałeś się neurotycznie, wampirycznie, w niemal każdą nowo poznaną osobę. Błagałeś o odrobinę czułości, żebrałeś o uczucie, byłeś gotów posunąć się do gróźb i emocjonalnego szantażu. Nic dziwnego, że każdy przeciętny chłopak szybko urywał z Tobą kontakt: zdrowe społeczeństwo ma zdrowe odruchy. Ale Ty nie byłeś zdrowy, nie umiałeś żyć wśród nas. Wytykaliśmy Ci często niezdrowe przywiązywanie się do każdej nowej znajomości, brak wyczucia towarzyskiego, brak taktu. Ale to wszystko nie miało dla Ciebie znaczenia, dążyłeś do celu jak kula wystrzelona z pistoletu, nie zważając na tak miękką tkankę, jak zasady współżycia społecznego.

 Wyrzucaliśmy Ci, że zawsze stawiasz się w pozycji ofiary; tłumaczyliśmy, że musisz nauczyć się myśleć o sobie inaczej. Nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, że mówimy do człowieka, który nie może nas słyszeć, bo właściwie jest już martwy. Swoją śmiercią udowodniłeś, że byłeś zdecydowany pozostać ofiarą do końca. Odrzuciłeś, bo czułeś się odrzucony. Co osiągnąłeś w ten sposób, oprócz błogiego spokoju śmierci? Być może chciałeś wciągnąć nas do swojego piekła, bo nieznośnie jest cierpieć w samotności. Ale my – żywi, zdrowi, dobrze wychowani – nie możemy się na to zgodzić. Nasze piekło jest jeszcze przed nami.

Tomek

 
Kolega ze studiów: Profesor rozumiał jego sytuację i mocno przeżył tę tragedię

Przez 5 lat studiowałem z Michałem. Wiadomość o Jego śmierci mocno mnie zaszokowała i była poważnym ciosem.

Nie wiem, czy mieliście okazję poznać Michała osobiście, w każdym razie w mojej pamięci pozostaje trochę inny obraz Jego osoby, niż ten, który prezentowany jest w internecie. Trudno jednak pisać o słabościach ludzkich w chwili takiej tragedii. Chciałbym jednak sprostować pewne nieporozumienie pojawiające się we wspomnieniach przyjaciół Michała.
Przez 2 lata chodziliśmy razem na seminarium i sprawa relacji z promotorem przedstawia się w nieco odmiennym świetle. Przede wszystkim profesor nie wiedział o jego skłonnościach homoseksualnych! Nikt z nas
nie wiedział, przynajmniej ci, z którymi rozmawiałem. Osoby znające profesora potwierdzą, że nie jest to typ osobowości, który ocenia ludzi według ich zapatrywań.

Trudno też mi powiedzieć, jakie Michał miał poglądy. Po prostu nigdy ich nie ujawniał w rozmowach w cztery oczy. Właśnie z tego powodu wydawał nam się człowiekiem, który nie ma sprecyzowanych poglądów i przyjmuje taką postawę, jaką Jego rozmówcy. Pod tym względem był bardzo skryty. O blogu internetowym również nie wiedziałem. Po fakcie dopiero widać, jak bardzo był samotny.
Przez 2 lata seminarium Michał pojawił się na zajęciach w sumie 6 razy, a jak już przyszedł, to tylko po to, aby zmienić temat pracy magisterskiej (który nota bene sam wymyślił). Kiedy w listopadzie 2006 r. rozmawiałem z Michałem o studiach, przyznał, że historia nigdy Go nie interesowała i że popełnił błąd idąc na ten kierunek. Powiedział wtedy, że pracę magisterską pisze, byle mieć już to z głowy. 2 tygodnie przed terminem złożenia pracy był dopiero po 1 rozdziale (a planował ich 4 czy 5). Michał nie umiał wyselekcjonować faktów ważnych od nieistotnych. Zdarzało Mu się również pisać nie na temat. A promotor był wymagający i nie dopuszczał prac, które mogły zostać ocenione negatywnie.
Promotor zawsze pytał o Michała, gdy był nieobecny, a kiedy przebywał w szpitalu, dowiadywał się o jego zdrowie. Rozumiał Jego trudną sytuację i z tego powodu pozwolił Mu na przedłużenie studiów. Co więcej, profesor starał się wierzyć, że nieobecność Michała spowodowana jest Jego problemami zdrowotnymi, choć my wiedzieliśmy, że nie zawsze tak było.
Sam Michał przyznał, że wybrał takiego promotora, który jest życzliwy dla studentów i nikogo nie skrzywdzi (Jego słowa!). Wśród studentów profesor właśnie za takiego człowieka uchodzi. Nie potrafię powiedzieć
nic o sytuacji rodzinnej Pirogów. Natomiast jeżeli problemy ze studiami miały jakikolwiek wpływ na to, co się wydarzyło, to z całą pewnością obarczanie promotora odpowiedzialnością jest nietrafne, zwłaszcza że
profesor również mocno przeżył tę tragedię.
Proszę tylko o bardziej uważne wyważenie ocen, jakie wypowiada się w chwili tęsknoty za tymi, którzy od nas odchodzą. Sądzę, że uczczenie pamięci kogoś, kto był nam bliski, polega nie na wybielaniu Jego postaci, ale na ukazywaniu Jego złożonej sytuacji życiowej w możliwie pełny sposób. Przez internet możemy poznać człowieka poprzez jego słowa, w świecie rzeczywistym widzimy głównie czyny. Jest takie porzekadło, że o zmarłym należy mówić pozytywnie albo wcale. Z drugiej strony należy unikać tworzenia mitów tam, gdzie fakty można łatwo zweryfikować.

Historia Michała to historia, która tak na prawdę rozegrała się w jego wnętrzu. Nie winiłbym otoczenia za to, co się wydarzyło. Michał budził współczucie chyba u większości studentów, ale swoją postawą często też zrażał do siebie. Za wszelką cenę chciał zdobyć akceptację, ale równocześnie postępował niemoralnie. Osoby, które Mu zaufały, często narażał na stres. Jego zachowanie wskazywało na upośledzenie w relacjach społecznych. Ale najsmutniejsze, że takich, jak Michał, było jeszcze w naszym otoczeniu kilku.

Kolega ze studiów

 
B: Znałam Jego rodziców - jestem pewna, że go kochali

Nie znałam Michała, ale znam Jego rodziców - dobrych i życzliwych ludzi. Nie wiem, czy rzeczywiście Go odrzucili - jestem pewna, że Go kochali. Może sami nie umieli sobie z tym wszystkim poradzić...

Łatwo jest ferować wyroki i obarczać winą - nie chciałabym być ani na miejscu Michała, ani na miejscu Jego rodziców - wiejskie środowisko, eksponowane stanowiska mamy i taty, ogólne nastawienie „tolerancyjnego” społeczeństwa, itp.

Byłam na pogrzebie i wcale nie czuje się winna Jego śmierci - nie wiedziałam o Jego woli, sama jestem matką i wierzę w Boga - nie wiem, czy w takiej sytuacji uszanowałabym życzenie dziecka w sprawie pochówku...

Mam gmatwaninę myśli, lecz o jednym jestem przekonana: młodość jest surowa w wyrokach i to otwiera oczy starszym, ale wiek dojrzały ma doświadczenie i na własnej skórze odczuł, że nie wszystko jest czarno-białe, co powinno młodości dać czas na oddech przed wypowiedzeniem o jedno słowo za dużo...

Michale! Po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój...

Rodzice! Kochajcie Go nadal, On juz wszystko rozumie...

B.

 
 
 
 

2008 - Przyjaciele dla Michała

Licznik odsłon: Liczniki odwiedzin

Awaria, wypadek, potrzebna pomoc drogowa w Mysłowicach? pomoc drogowa - Mysłowice